Nasz serwis korzysta z plików cookies, których stosowanie ma na celu ułatwienie nawigacji oraz dostosowanie serwisu do preferencji użytkownika. Możliwe jest określenie warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies w przeglądarce użytkownika. Więcej na ten temat dowiesz się w dokumencie: Polityka Prywatności...
Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij Polityka Prywatności

27 maja 2012 r. pożegnaliśmy pułkownika, dr. n. med. Tadeusza Bałę

Bo to w końcu przychodzi. I to tak jakoś szybko i zwyczajnie, jakby zawsze było obok Andrzej Stasiuk, "Grochów"

27 maja 2012 r. - to dzień rozpaczy, bólu, wielkiego smutku. W tym dniu pożegnaliśmy Kogoś niezastąpionego, Kogo się kochało i darzyło wielkim szacunkiem, Kogo się podziwiało, Kto w każdej chwili był wzorcem i niezawodnym oparciem.

Mam wielkie szczęście, podobnie jak moi koledzy z Kliniki Chorób Wewnętrznych i Farmakologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, należeć do grona uczniów i najbliższych współpracowników Pana Doktora Tadeusza Bały, człowieka, który żył w sposób nadzwyczajny. Jego śmierć dotknęła nas ogromnie.

Obdarzony był niebywałą intuicją kliniczną. Uczył nas dobrej, starej medycyny, której podstawą jest właściwa rozmowa z chorym i prawidłowo przeprowadzone badanie. Stawiał niezwykle trafne diagnozy, często bez konieczności wykonywania wysoce specjalistycznych badań, a jego schematy leczenia będziemy przekazywać z pokolenia na pokolenie.

Z wdzięcznością wspominam dzisiaj czas, kiedy dane nam było w codziennej praktyce klinicznej uczyć się od Pana Doktora bycia lekarzem: wrażliwym, skromnym, uczciwym, godnym i bez reszty oddanym chorym. Nauczył nas słuchać, co mówi pacjent, cenić czas i zawsze mieć go dla drugiego człowieka. W coraz bardziej technokratycznym i konsumpcyjnym świecie uczulał nas na trwałe wartości, z wielkim zapałem propagując przestrzeganie zasad kodeksu etyki lekarskiej.

***

Tadeusz Bała urodził się w lutym 1946 r. w Bayreuth, gdzie Jego ojciec był robotnikiem rolnym, przymusowo wywiezionym w 1940 r. na roboty do Niemiec. Po powrocie rodziny do kraju pod koniec 1946 r., szczęśliwe dzieciństwo i młodość spędził na południowo-wschodnich rubieżach Polski, kończąc Szkołę Podstawową w Rokietnicy w 1960 r., a Liceum Ogólnokształcące w Jarosławiu w 1964 r. W latach 1964-1965 pracował jako nauczyciel w Szkole Podstawowej, a następnie odbywał zasadniczą służbę wojskową jako radiotelegrafista w Jednostce Wojskowej 2967.

Studia na Wydziale Lekarskim Wojskowej Akademii Medycznej (WAM) w Łodzi odbywał w latach 1966-1972. Dyplom oficera-lekarza otrzymał z bardzo wysoką lokatą, co umożliwiło mu rozpoczęcie pracy w III Klinice Chorób Wewnętrznych w Szpitalu im. Biegańskiego, kierowanej przez prof. dr. hab. med. Władysława Tkaczewskiego. Po kilku latach awansował tu na stanowisko adiunkta, zdobywając równolegle kolejne stopnie wojskowe (do pułkownika włącznie).

Bardzo szybko został doceniony przez studentów, którzy kilkakrotnie nadali mu tytuł "Mistrza Dydaktyki". Do tej pory wielu lekarzy posiada notatki z ćwiczeń z zakresu EKG prowadzonych przez Doktora. W 1978 r. Rada Naukowa Wydziału Lekarskiego WAM nadała Mu stopień doktora nauk medycznych na podstawie pracy: "Badania nad zachowaniem się kadmu we krwi u osób z nadciśnieniem tętniczym". Specjalizację pierwszego stopnia z chorób wewnętrznych uzyskał w 1976 r., a drugiego stopnia - w 1981 r., w 1983 r. zdobył specjalizację z kardiologii.

Po reorganizacji i likwidacji III Kliniki Chorób Wewnętrznych WAM w 1995 r. przeszedł do Zakładu Farmakologii Klinicznej Instytutu Chorób Wewnętrznych WAM kierowanego przez prof. dr hab. med. Halinę Adamską-Dyniewską, a następnie przez prof. dr hab. med. Julitę Chojnowską-Jezierską. W 2003 r. odszedł z zawodowej służby wojskowej, jednak nie rozstał się ze Szpitalem im. Wł. Biegańskiego, do końca pracował w Klinice Chorób Wewnętrznych i Farmakologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego.

Jego doświadczenie kliniczne zawsze było doceniane. Nie przypominam sobie, aby ktoś inny niż Doktor Tadeusz Bała mógł lepiej przygotować lekarza do egzaminu specjalizacyjnego. Marzeniem każdego młodego adepta sztuki lekarskiej była specjalizacja pod jego kierunkiem. Wykształcił wielu znakomitych internistów i kardiologów.

Za swoją pracę zawodową, społeczną i wojskową odznaczony został dwukrotnie Złotym Krzyżem Zasługi (1985, 2000), otrzymał również Złoty (1999), Srebrny (1984) i Brązowy (1976) Medal za "Zasługi dla Obronności Kraju" oraz Srebrny (1982) i Brązowy (1977) Medal "Siły Zbrojne w Służbie Ojczyzny", wielokrotnie wyróżniany był przez Rektora WAM gen. bryg. prof. dr. hab. med. Henryka Chmielewskiego.

Praca zawodowa była jego głównym celem, ale nie jedynym sposobem na życie. Pasją były góry, szczególnie Tatry, uwielbiał po nich wędrować; wówczas - jak powiadał - nabierał sił do dalszej pracy. Gdziekolwiek się pojawiał, otaczały go tłumy wiernych pacjentów. W Bukowinie Tatrzańskiej mieszkańcy czekali co rok na przyjazd "najlepszego i niezastąpionego doktora z Łodzi". Do dnia dzisiejszego chorzy pokazują karteczki z zapisywanymi przez niego lekami i nie pozwalają zmieniać terapii, argumentując, że są to zalecenia Doktora Bały.

W czasie studiów w 1970 r. ożenił się z Joanną Szewczyk, a rok później przyszły na świat bliźniaczki: Agnieszka i Aleksandra. Córkom zaszczepił swoją życiową pasję do medycyny, czytając im zamiast bajek kardiologię i ginekologię. Specjalne miejsce w jego życiu i sercu zajmował wnuczek Mikołaj, którego rozpieszczał i kochał bezgranicznie. Każde wolne dni, godziny, minuty były przeznaczone dla Mikołaja.

Był wielkim patriotą, wiernym tradycji polskiej, człowiekiem honoru i zasad, wspaniałym ojcem, mężem, bratem, synem, zięciem. Odszedł po ciężkiej i bardzo krótkiej chorobie. Pochowany został na cmentarzu na Mani w Łodzi.

***

Bogatsi o tak bolesne doświadczenie wiemy, że musimy kontynuować to, co rozpoczął Doktor Tadeusz Bała w Klinice, leczyć pacjentów z rozumem i sercem, poszerzać horyzonty, wychowywać kolejne pokolenia. Niewątpliwie pomoże nam w tym wiara, że wciąż jest wśród nas, czuwa i pomaga, choć już nigdy nie zobaczymy wypisanej przez Niego nowej recepty i nie usłyszymy Jego głosu.

Szanowny Panie Doktorze, Nasz Mistrzu, Przyjacielu i Nauczycielu, w imieniu własnym i współpracowników za całe dobro, mądrość i cierpliwość dziękujemy.

dr hab. n. med. Marlena Broncel

źródło: Panaceum 9/2012

Drukuj stronę